Marcin Klassa

Wpisy

  • wtorek, 19 lipca 2016
    • Będzie się działo w grudziądzkich tramwajach

      Nowoczesny węzeł przesiadkowy, tuzin tramwajów niskopodłogowych, elektrobusy, rewitalizacja linii tramwajowej od al. 23 Stycznia do dworca kolejowego oraz remont torowiska "dwójki" na Rządz, które nie było objęte modernizacją przeprowadzoną w latach 2013 - 2015. Takie zadania w najbliższych latach mają być wykonane w grudziądzkiej sieci tramwajowej.

      Już w chwili obecnej grudziądzka sieć tramwajowa nie przypomina tej sprzed 20 lat (Fot. Marcin Klassa)

      Walka o modernizację sieci tramwajowej w Grudziądzu sięga początku lat 70 - tych XX wieku, kiedy linie były jednotorowe z mijankami zakończone ślepo, bez pętli, co wymuszało ruch wyłącznie wagonami dwukierunkowymi typu 2N2 i 5N1. Mimo wiszącego widma likwidacji udało się ekipom MPK wybudować dwie pętle, po jednej w Tarpnie i przy ulicy Południowej. Przejawem rozwoju sieci było przedłużenie "dwójki" do ulicy Jeziornej w Mniszku, które niestety nie funkcjonowało zbyt długo ze względu na prowizoryczny sposób wykonania czynem społecznym. W latach 80 - tych rozpoczęto budowę drugiego toru wzdłuż ulic Toruńskiej i Chełmińskiej oraz przebudowę skrzyżowania torowisk w alei 23 Stycznia.

      To wtedy powstała koncepcja budowy dwutorowej trasy wymijającej Stare Miasto przez ulice Sienkiewicza i Sikorskiego i dalej ulicą Legionów do Tarpna. Ten projekt zarzucono, skupiając się w latach 90 - tych wyłącznie na odtworzeniu dotychczasowej infrastruktury. Nie było zgody konserwatora zabytków na usunięcie bruku w jezdni ulicy Legionów, co blokowało budowę dwutoru, za to dziwnym trafem była zgoda na usunięcie zabytkowej kostki brukowej na Starówce, celem zastąpienia jej przez modny wówczas pol-bruk!

      Plany ambitne lecz okrojone

      Mijały lata, władza się zmieniała. W 2006 roku ówczesny prezydent Grudziądza wdrożył plan budowy linii tramwajowej przez osiedle Lotnisko do szpitala, zaś następna władza skupiła się na modernizacji obecnej infrastruktury torowej. Plany rozbudowy linii zeszły na dalszy plan. W 2008 roku opublikowano projekt modernizacji sieci. Zadanie wyglądało ambitnie: przebudowa pętli w Tarpnie na węzeł przesiadkowy tramwajowo - autobusowy, przebudowanie na dwutorowe odcinków dotychczas niezmodernizowanych wzdłuż ulic Legionów i Wybickiego oraz na końcowym odcinku ulicy Chełmińskiej, przebudowa pętli na Rządzu, w tym dobudowanie drugiego toru odstawczego, rewitalizacja linii na Starym Mieście, budowa pętli ulicznej Focha - Dworcowa - Królewska - Rapackiego i modernizacja sześciu wagonów tramwajowych.

      Ze względów finansowych projekt ten okrojono, przez co kilka razy ogłaszano nowy przetarg na wykonanie zadania. Zrealizowano jedynie tą część zadania, która była najpilniejsza, a dotyczyła ruchu na linii nr 2. Oprócz wymiany torów na pętli przy ul. Południowej i przebudowie odcinka jednotorowego na dwutorowy w jej pobliżu całkowicie przebudowano trasę od alei 23 Stycznia do pętli w Tarpnie. Co ciekawe, już można było usunąć kostkę brukową, która trafiła na właściwe miejsce - na uliczki Starego Miasta, dotychczas wyłożone modnym 20 lat temu pol-brukiem. Zainstalowano też sygnalizację świetlną, która według założenia miała dawać "zieloną falę" dla tramwajów.

      Ciąg dalszy nastąpi

      Teraz władze miasta postanowiły dokończyć dzieła i ogłosiły przetarg na wykonanie dokumentacji projektowej zadań, które pominięto podczas niedawnej modernizacji torowisk. Czyli to, z czego zrezygnowano ze względu na koszty. A więc ma zostać przebudowana pętla na Rządzu (powstanie drugi tor do wymijania składów podczas przerw na posiłek czy awarii). Tam też ma powstać węzeł przesiadkowy, podobny do tego, który już funkcjonuje w Tarpnie. Cała wydzielona trasa od Rządza do ulicy Wiejskiej, z pominięciem zmodernizowanego w 2013 roku odcinka ma zostać wyremontowana. Podobnież tyczy to ulicy Toruńskiej, gdzie w 1993 roku ułożono popularną wtedy kostkę pol-brukową.

      Pętla na Rządzu ma zostać przebudowana na węzeł przesiadkowy (źródło UM Grudziądz)

      Zmienić się ma wygląd alei 23 Stycznia oraz okolicy dworca kolejowego. Dotychczasowy "klockowaty" budynek dworca ma zostać wyburzony i w jego miejscu wybudowany zostanie nowy, oby nawiązujący architektonicznie do tego przedwojennego, jak życzą sobie mieszkańcy Grudziądza. To, że linia tramwajowa do dworca kolejowego ma być przywrócona do ruchu, a także chęć przeniesienia na ulicę Dworcową stanowisk autobusów PKS i innych firm świadczących usługi przewozów dalekobieżnych i zintegrowanie tego wszystkiego z komunikacją miejską, może jedynie cieszyć. 

      Przy obecnym dworcu kolejowym ma powstać zintegrowany węzeł przesiadkowy na wszelkie możliwe środki lokomocji lądowej (źródło UM Grudziądz)

      Przesiadka z tramwaju na tramwaj?

      Jest pewne "ale". Wedle koncepcji ma zostać uruchomiona oddzielna linia tramwajowa od "Placu Stycznia" do dworca. O tym myślano już w 2000 roku, kiedy zakupiono dwa dwukierunkowe wagony 6ZGTw z numerami 77 i 78, właśnie z myślą o skróceniu "jedynki". Teraz znów mają się pojawić wagony dwukierunkowe. Pytanie - na co komu linia, choćby była bezpłatna, skoro wymusza przesiadkę? Kto z pasażerów będzie się przesiadał z jednego tramwaju do drugiego, mając do dyspozycji bezpośrednie połączenie autobusowe, zarówno od strony Tarpna jak i Rządza?

      Kontrowersyjny wydaje się pomysł uruchomienia wahadłowej linii tramwajowej z alei 23 Stycznia do dworca obsługiwanej wagonami dwukierunkowymi (źródło UM Grudziądz)

      Osobna sprawa, że linia ta o długości 1,2 km przebije najkrótszą linię tramwajową w Polsce - bytomską "38" (1350 metrów). Służba na niej dla motorniczych będzie niezłym kręciołkiem. Po skończeniu pracy motorniczy będzie pytał "którędy do domu?". Rozsądnym byłoby po prostu uruchomienie "jedynki" na swojej dotychczasowej trasie, a nawet można by się pokusić o uruchomienie "trójki" na Rządz. A to już by wymagało zmiany organizacji ruchu na liniach autobusowych, bo w chwili obecnej dublują się one z liniami tramwajowymi.

      Autobusy na prąd nie zastąpią tramwajów

      W 1999 roku myślano o zastąpieniu najbardziej obciążonych linii autobusowych przez trolejbusy, lecz ze względu na koszty z tego pomysłu zrezygnowano. O elektrobusach w Grudziądzu słyszano już kilka lat temu. Jest to pomysł proekologiczny i wdrażany w wielu miastach w Europie, nie tylko zachodniej, bo chociażby również we Lwowie, gdzie miejscowa fabryka Elektron takowe produkuje. Mają one wozić pasażerów do szpitala przy ulicy Rydygiera. Wchodzą tu zatem w grę linie 3, 18 i 21, które od 2009 roku obsługuje firma Arriva. Ciekawe zatem, który przewoźnik dostanie te elektryczne autobusy we władanie. Umowa na przewóz na tych liniach wygasa w 2019 roku. Kto wie, czy Miejski Zakład Komunikacyjny owe marszruty odzyska.

      Mimo wszystko taki elektrobus nie zastąpi tramwaju. W wielu miastach Polski mieszkańcy wolą tramwaje, przedstawiają propozycję rozwoju tej trakcji, chwalą, gdy władze robią coś w tym kierunku. W ten sposób powstała niedawno od podstaw cała sieć w Olsztynie! Również w Grudziądzu mieszkańcy wolą poruszać się pojazdami szynowymi po mieście. Co może być tego przyczyną? Może sentyment? Może jest to kwestia prestiżu? Wyjaśnienie tych kwestii to zadanie dla socjologów.

      Co z planami rozbudowy?

      Osoby, które są zainteresowane rozwojem sieci tramwajowej w Grudziądzu i bacznie obserwują podobne poczynania w innych miastach Polski, mogą czuć się zaniepokojone. Czy zakup elektrobusów zahamuje na jakiś czas budowę nowych linii tramwajowych, w tym tej najbardziej potrzebnej, do ulicy Rydygiera? Czy może jednak po zakończeniu obecnie zapowiadanej dalszej części modernizacji sieci coś się ruszy w tym temacie? Jeśli tak, to należy się spodziewać w pierwszej kolejności przedłużenia linii od pętli na Rządzu do Mniszka.

      Pomysł ten ogłoszono w styczniu 1991 roku na łamach "Gazety Pomorskiej", a w 2004 roku wykonano projekt linii oraz nowej zajezdni tramwajowej na działce należącej do MZK. Linia ta wpisywać się miała w ulicę Składową, co byłoby korzystne dla osób pracujących bądź mieszkających przy ulicy Szosa Toruńska i w jakimś stopniu rekompensowałoby brak dawnego przebiegu linii wzdłuż tejże "przelotówki". Linia do szpitala niestety ze względu na obecność linii kolejowej wydaje się, przynajmniej dla władz miasta, trudna do realizacji. Konieczna byłaby budowa estakady. Przykład bydgoskiej linii na Fordon pokazuje, że nie jest to zadanie niewykonalne. Tak czy inaczej oficjalna polityka komunikacyjna nie zakłada likwidacji sieci tramwajowej, a wręcz przeciwnie, zakłada jej dalsze utrzymanie i jako taki rozwój.

      Marcin Klassa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2016 12:20
  • sobota, 26 marca 2016
    • Grudziądz bez tramwajów?

      Swego czasu znany dziennikarz Polskiego Radia Roman Czejarek zapytany, z czym kojarzy mu się Grudziądz, bez chwili zastanowienia odpowiedział, że ze spichrzami, mostem na Wiśle, cytadelą i tramwajami. Co jakiś czas w ogólnopolskich mediach mówi się o tramwajach w Grudziądzu, lecz częściej jako o ciekawostce. A mało brakowało, że nie byłoby ich w nadwiślańskim mieście.

      Grudziądz bez tramwajów? Nie do wyobrażenia.

      Tramwaje miały swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników już w czasach, kiedy się pojawiły. Ci pierwsi przekonywali do nich jako środka transportu ułatwiającego codzienne życie, zaś ci drudzy swoje argumenty opierali głównie aspektami finansowymi i prognozami nierentowności. Tak było również w Grudziądzu, kiedy to w styczniu 1896 roku zebrali się przemysłowcy w celu zorganizowania sprawnego transportu gości na mającą odbyć się po raz jedenasty Wystawę Rzemiosła Prus Zachodnich przy dzisiejszej ulicy Legionów. Oponenci byli przekonani, że inwestycja w tramwaje miejskie wcale nie zwróci się. Później czas pokazał, że się mylili, bowiem zainteresowanie nowym środkiem transportu nie zmalał, lecz dynamicznie wzrastał. Jednak władze miasta mogły posłuchać opinii przeciwników tramwajów. W takim przypadku tramwaje w Grudziądzu zapewne już nigdy by nie zostały uruchomione.

      W latach powojennych przez Europę przeszła moda na likwidowanie sieci tramwajowych. Wiele miast uległo lobby samochodowego i zaczęły w miejsce pojazdów szynowych puszczać autobusy, które były mniej pojemne niż tramwaje, ale zapewniały możliwość elastycznego wytyczania linii. W Polsce Rzeczypospolitej Ludowej, nie licząc zniszczeń spowodowanych działaniami wojennymi, pierwsze tramwaje zlikwidowano w Słupsku. Władze tego miasta zdecydowały się na ten krok, gdyż nie było środków na remont przestarzałej infrastruktury. Później już z powodów czysto ideologicznych zlikwidowano sieci torów m. in. w Olsztynie, Legnicy, Jeleniej Górze, Wałbrzychu i Bielsku – Białej, choć tu były możliwości modernizacji jednotorowych linii wpuszczonych w jezdnie na dwutorowe i niekiedy wydzielone.

      Ówczesne władze były tak zapatrzone w nową tendencję, że planowały zlikwidowanie sieci tramwajowych nawet w miastach wojewódzkich! Ograniczono się w nich jedynie do usuwania szyn w ścisłych centrach. Tak zniknęły tory na Nowym Targu w Gdańsku, czy w śródmiejskiej części alei Wojska Polskiego w Szczecinie. Zlecano przeprowadzenie analizy komunikacyjnej w każdym mieście w taki sposób, by udowodnić, że tramwaje jako przestarzałe, nie są już w stanie sprostać współczesnym wymaganiom pasażerskim. Jeden z takich dokumentów sporządzono w 1969 roku dla Grudziądza. W trzech wariantach zaproponowano nowy układ komunikacyjny, ale już bez tramwajów. Wygaszanie miało trwać do 1980 roku. Kryzys paliwowy lat 70 – tych sprawił, że pomysł likwidacji linii tramwajowych odraczano. A wystarczy wyobrazić sobie, że władze miejskie mogłyby wbrew protestom społecznym przychylić się do tego pomysłu od razu po ogłoszeniu wyników owego studium.

      Dziś Grudziądz z całą pewnością nie odbudowywał linii tramwajowych, jak to uczynił Olsztyn. Jako miasto dążące do 100 tysięcy mieszkańców, nigdy nie będące siedzibą ośrodka administracyjnego wyższego szczebla niż powiat, nie miałby na to żadnych szans. Cały transport publiczny opierałby się na autobusach. Ich główną osią musiałaby być trasa północ – południe, w przybliżeniu trasa linii tramwajowej nr 2. Zapewne nie byłaby to jedna linia kursująca co 7 minut, lecz kilka linii będących dla siebie różnymi wariantami. Jedna by kursowała ulicą Chełmińską na całej długości, druga by przejeżdżałaby przez Strzemięcin, a jeszcze inna byłaby kombinacją tych dwóch.

      Co by pozostało po trakcji tramwajowej? Być może budynek zajezdni by zaadaptowano na inne cele, jak to zrobiono na przykład w Koszalinie czy Inowrocławiu. Możliwe, że nie byłby już własnością Miejskiego Zakładu Komunikacji, który od początku lat 90 – tych myślał o przeniesieniu całego swojego majątku do Mniszka, w miejsce obecnej zajezdni autobusowej. Zapewne gdzieniegdzie w bruku zachowałby się ślad po szynach tramwajowych, tudzież rozety w ścianach budynków i nieliczne słupy trakcyjne. Jeśli władze miasta wyraziłyby sentyment do tramwajów, sprawiłyby sobie jeden stary wagon, by ustawić go jako pomnik prawdopodobnie na Rynku Głównym. W ten sposób swoje tramwaje upamiętniły Słupsk, Tarnów, Inowrocław, czy Jelenia Góra. Samo zaś Stare Miasto nie byłoby objęte systemem komunikacji zbiorowej. A jak wyglądałoby na nim życie, można było się przekonać w latach 2013 – 2015 podczas trwającej wówczas modernizacji sieci tramwajowej, kiedy na Starówkę nie było dostępu.

      W chwili obecnej likwidacja jedynej czynnej linii tramwajowej raczej nie wchodzi w rachubę. Zwłaszcza, że niedawno miasto zainwestowało w modernizację sieci pozyskując na ten cel fundusze z Unii Europejskiej. Likwidacja sieci po takiej inwestycji oznaczałaby zwrot pieniędzy, na co urzędnicy nie mogą sobie pozwolić. Spadłoby też zaufanie społeczne do włodarzy, a miasto stałoby się przykładem upadku. Na szczęście nastawienie obecnych władz Grudziądza jest odwrotne i co jakiś czas mówi się w mediach o projektach dalszej rozbudowy torowisk i zakupie nowych wagonów.

      Tak więc powyższe dowodzi, że uruchomienie i późniejsza obrona przed likwidacją tramwajów uchroniły Grudziądz przed degradacją, zagwarantowały jego rozwój i dodały prestiżu miastu. Gdyby nie tramwaje, zapewne Grudziądz nie byłby taki wyjątkowy. Stare Miasto bez przecinającej go linii tramwajowej byłoby jednym z wielu Starych Miast, jakie można zobaczyć wszędzie. Jakiemu zaś miastu przypadłoby miano najmniejszej sieci tramwajowej w Polsce? Ten aspekt mimo wszystko też czyni Grudziądz wyjątkowym.

      Marcin Klassa

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2016 18:20
  • środa, 02 marca 2016
    • Tramwajem do Mniszka

      O tym, że do Mniszka jeździły tramwaje, pamiętają starsi mieszkańcy Grudziądza. Linia funkcjonowała krótko, a dziś jest wspomnieniem. Ale jest szansa, że tramwaj wróci do Mniszka, tyle że inną drogą.

      Południowa dzielnica Grudziądza nie miała za bardzo szczęścia do linii tramwajowej. Ulokowanych jest tu wiele zakładów przemysłowych oraz osiedle mieszkaniowej. Komunikacja z centrum miasta opiera się na autobusach, do dyspozycji jest też linia kolejowa.

      Mniszek został włączony w granice miasta w 1955 roku. Od tego czasu brany był pod uwagę w planach rozwoju sieci tramwajowej. Już w 1959 roku opracowano siedmioletni plan rozbudowy torowisk w Grudziądzu, w którym uwzględniono dobudowanie do istniejącej już linii nr 2 drugiego toru na trasie od wiaduktu na ulicy Chełmińskiej aż do ówczesnego przystanku końcowego przy ulicy Południowej oraz budowę dwutorowego odcinka linii długości 2,5 km wzdłuż ulicy Szosa Toruńska do okolic dworca Grudziądz Mniszek.

      Budowa ta była sprawą oczywistą, gdyż właśnie w Mniszku lokowały się zakłady przemysłowe, przenoszące swoje siedziby z zatłoczonego centrum Grudziądza. Ówczesne władze miasta miały jeszcze inne projekty tramwajowe.  Planowano wówczas przedłużenie linii nr 1 do Małego Tarpna oraz budowę nitki wzdłuż ulic Małogroblowej i Groblowej dla ruchu tramwajowego w stronę Tarpna. W przeciwnym kierunku ruch miał pozostać taki sam. Myślano też o budowie linii do Grudziądzkiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Gumowego „Stomil” przy ulicy Waryńskiego.

      Pomysły te jednak nie znalazły uznania wśród ministerialnych urzędników. Pamiętać należy, że w czasach Polski Ludowej tego typu decyzje były podejmowane na szczeblu państwowym. A władze centralne myślały raczej o likwidacji tramwajów w miastach wielkości Grudziądza, co zostało w wielu przypadkach zrealizowane.

      Oficjalne otwarcie linii tramwajowej do Mniszka, 21 lipca 1978 roku (oba zdjęcia ze zbiorów MZK Grudziądz Sp. z o. o.)


      Mimo problemów z pozyskaniem środków finansowych i materiałowych w lipcu 1978 roku zakończono budowę jednotorowej linii tramwajowej na odcinku Południowa – Jeziorna. Przy układaniu toru w ramach czynu społecznego zaangażowani byli pracownicy pobliskich zakładów przemysłowych, jak Pomorska Odlewnia i Emaliernia i „Unia”. Tłucznia przywieziono tyle, ile w przysłowiowej czapce. Usypano pas piasku, na którym ułożono tor długości 1,8 km. Ustawienie słupów trakcyjnych oraz zawieszenie sieci napowietrznej należało do ekipy sieciowej ówczesnego Zakładu Komunikacji Miejskiej w Grudziądzu podległemu Wojewódzkiemu Przedsiębiorstwu Komunikacji Miejskiej w Toruniu.

      Tramwaj 5N1 z numerem 22 na torowisku położonego wzdłuż ulicy Szosa Toruńska, prawdopodobnie 1978 rok (ze zbiorów autora)

      Linię oddano z wielką pompą 21 lipca 1978 roku, dzień przed świętem państwowym, co było wówczas normą. Eksploatacja odcinka wzdłuż ulicy Szosa Toruńska trwała tylko rok. Z powodu nieodpowiedniego podtorza torowisko zapadało się, a tramwaje wykolejały się. Ostatecznie ruch zawieszono latem 1979 roku. Uznano, że dalsza eksploatacja felernego odcinka nie ma sensu, jeśli co chwilę trzeba wysyłać dźwig do wyciągnięcia wagonu tramwajowego. Przez pewien czas pozostałość po linii do Mniszka była „spalarnią” starych wagonów. Jeszcze w 1999 roku wzdłuż całej trasy stały słupy trakcyjne, linia ta zaś widoczna jest na mapach wojskowych w skali 1:10000.

      W 1991 roku powrócono do budowy linii tramwajowej do Mniszka, tyle że inną trasą. Jej pierwszy etap, budowę linii do osiedla Rządz zrealizowano w 1996 roku. W 1998 roku wpisano linię do Mniszka jako przedłużenie od pętli „Rządz” w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Torowisko ma biec wzdłuż wybudowanego w 2014 roku przedłużenia ulicy Konstytucji 3 Maja i ulicy Droga Mazowiecka do skrzyżowania z ulicą Szosa Toruńska.

      Co było i co miało być. Może coś jeszcze z tego będzie.

      Przez lata mówiło się o budowie nowej zajezdni tramwajowej przy ulicy Składowej na terenie należącym do Miejskiego Zakładu Komunikacji, lecz kilka lat temu z pomysłu zrezygnowano. Budowa linii do Mniszka w przedstawionym kształcie może powstać dopiero po przeprowadzeniu remontu istniejących torowisk na ulicach Chełmińskiej i Konstytucji 3 Maja. Ma być to pierwsza od podstaw nowa linia tramwajowa, jaka miałaby zostać zrealizowana.

      Marcin Klassa

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      środa, 02 marca 2016 10:48
  • wtorek, 17 listopada 2015
    • III Wojna Światowa w proroctwach nowożytnych proroków

      Nostradamus, ojciec Klimuszko, Władysław Biernacki, kardynał Hlond oraz wiele mniej znanych osób przepowiadało wydarzenia mające mieć miejsce w przyszłości. Jednym z tematów ich wizji była III wojna światowa. Choć poszczególne proroctwa różnią się wieloma szczegółami, to mają ze sobą wiele zgodności. Przede wszystkim wojnę tą wywołają islamiści atakując południową i zachodnią Europę.

      Dzień 11 września 2001 roku zapisał się w pamięci całej ludzkości. Wtedy to, jak uznano, zaczęła się wojna z terroryzmem. Islamscy fanatycy pod wodzą Osamy bin Landena porwali samoloty pasażerskie, które rozbili między innymi o wieże World Trade Center. W odwecie wojska amerykańskie wspierane armiami innych państw ruszyły do Afganistanu celem wytropienia i ukarania sprawców. Co prawda bin Laden został stracony, a wielu jego ludzi pojmano, na terenach zamieszkałych przez wyznawców proroka Mahometa powstała organizacja terrorystyczna nazywająca siebie jako Państwo Islamskie, które kontynuuje dzieło niszczenia ludzkości.

      Te wydarzenia również są opisane w przepowiedniach Nostradamusa i zdają się być zaczątkiem do mającej wybuchnąć III wojny światowej. Przewidział on zalanie Europy Zachodniej przez muzułmańskich uchodźców, którzy to będą terroryzować rdzennych mieszkańców. Francuski prorok wspomina o rewolucji, która poprzedzi atak zjednoczonych wojsk Mahdiego – muzułmańskiego przywódcy. Rewolucja ma swoim zasięgiem objąć nie tylko Francję, ale też Hiszpanię i część Niemiec.

      Rewolucja antykościelna w przeddzień wojny

      Władysław Biernacki w swoich wizjach przewidział objęcie władzy we Włoszech przez socjalistów. Mają oni znęcać się, torturować i mordować hierarchów kościoła rzymskokatolickiego. Jak relacjonował Marian Węcławek, papież dosłownie po trupach będzie uciekał z Watykanu. Ledovic Rocca podawał, że wydarzy się to w Wielkanoc. Papież najpierw uda się do Madrytu, a później do Częstochowy. Tymczasem Stolica Apostolska zostanie zniszczona, a powstanie antykatolickie obejmie również Hiszpanię i Francję, choć w nieco mniejszym stopniu. To „piekło na Ziemi” ma trwać trzy i pół miesiąca. Również w Polsce ma dojść do tych wydarzeń, ale nieco później.

      Jasnowidząca „Podlasianka” twierdziła, że ukazał się jej Jezus Chrystus, który oznajmił jej, że specjalnie dopuści do prześladowania kościoła. Miał on według jej relacji powody do niezadowolenia z kapłanów i zakonników, którzy zostali nazwani faryzeuszami. Prześladowania te mają służyć oczyszczeniu duchowieństwa. Świat potrzebuje pokuty, potrzebują jej także kapłani i zakonnicy, którzy nienależycie wywiązują się ze swojego powołania. W 1948 roku „Podlasiance” miała ukazać się św. Teresa z Avila, która to miała powiedzieć, że sprawiedliwość Boża podniesie rękę przeciw jej zakonom.

      Marian Węcławek podkreśla, że III wojna światowa wybuchnie w najmniej spodziewanym momencie. Wszyscy będą mówić o pokoju i pojednaniu, choć te słowa okażą się czczą gadaniną. Głównymi graczami oprócz islamistów będzie Rosja, Chiny, a w mniejszym stopniu Niemcy. W jego wizjach również wojnę poprzedzą rewolucje, nawet w Polsce. Rządy polskie nie ustabilizują się do wybuchu wojny, co nie będzie korzystnie wpływało na gospodarkę kraju. Podczas wojny zmianie ulegnie klimat. Rok poprzedzający wojnę ma być urodzajny w owoce i zboże, a zima łagodna.

      Wielki pochód w Europie

      Jak wyliczono, III wojna światowa wybuchnie w 2027 roku i ma trwać 27 lat. Alois Irlmaier widział zabójstwo ważnej osobistości przez dwóch najemników – niskiego bruneta i wysokiego blondyna. Prawdopodobnie tym zamordowanym ma być prezydent Francji. Wojna ma wybuchnąć o świcie i przyjść nagle. Ojciec Klimuszko w swoich wizjach widział Islamistów przypływających na okrągłych stateczkach (tratwach?). Wielki pochód ma przejść przez Grecję, Bałkany, Włochy, Hiszpanię i Francję. W bezpośrednim zagrożeniu mają być Niemcy. Islamiści nie będą szczędzić na swojej drodze nikogo – będą mordować nawet kobiety, dzieci i starców. Jak to określił Nostradamus, ma to być wielkie starcie dwóch religii – islamu i chrześcijaństwa. Jedna z tych religii ma zginąć. Wojna cCywilizacji zachodu i Wielkiego Kalifatu Talibanu – jak to określił francuski prorok.

      Mieszkający wówczas we Francji muzułmanie wywołają powstanie, które obejmie cały kraj. Wojna domowa będzie nie do powstrzymania przez Francuzów, rozlew krwi obejmie cały kraj. Stolica kraju ma spłonąć z rąk swoich muzułmańskich mieszkańców.

      Islamiści będą okupować Europę Zachodnią przez 27 lat. Powróci niewolnictwo, terror będzie czymś powszednim. Jak określił to Nostradamus, nigdy przed III wojną, ani po niej nie będzie tylu okropności, co podczas jej trwania. Prześladowani będą chrześcijanie. Polska będzie bezpieczna od działań wojennych, lecz jakiś wpływ islamski u nas będzie. Pierwszym krajem, który ma się z tej niewoli uwolnić, będzie Hiszpania. Obliczono, że ma to się dziać w latach 2041 – 2044. Ledovic Rocca podaje, że Hiszpania i Portugalia mają się zjednoczyć.

      Europa podczas III wojny światowej

      Rosja, Niemcy i Chiny – wojna na wschodzie

      W omawianym czasie Niemcy będą czuć się zagrożone i zechcą uderzyć na rosnącą w siłę Rosję. Ich pierwszymi ofiarami będą Czechy i Słowacja. Najeźdźcom będą sprzyjać wojsko i ludność cywilna Czech. Za to Słowacy będą przeciwni tym niemieckim aspiracjom. Z terenu Czech Niemcy uderzą na Polską i dojdą do Wałbrzycha. Cała Kotlina Kłodzka wraz z tym miastem będą zniszczone. Jednocześnie dokonają desantu na Kołobrzeg. Napastnicy zdobędą to nadmorskie miasto i utrzymają się w nim przez osiem dni.

      Dziewiątego dnia wojska polskie i rosyjskie wypędzą Niemców z zajętych przez nich terenów. Tych żołnierzy, którzy nie zginą, wezmą do niewoli. Zniszczenia wojenne nie obejmą Polski środkowej, zaś w pasie około 50 km od Kłajpedy do Szczecina wycofujące się w następnym etapie wojny wojska rosyjskie nie pozostawią kamienia na kamieniu. Gdańsk i Elbląg mają być zniszczone w całości, zaś Szczecin w połowie. Działania wojenne przeniosą się do Czech, co spowoduje wielkie zniszczenia, po czym Praga już nie zostanie odbudowana.

      W kilka dni po wybuchu wojny, Chiny zaatakują Rosję i zajmą Syberię. Chińczycy ruszą na zachód, ku Europie. Zwycięski pochód chińczyków będzie przemieszczał się po 200 km dziennie. Żadnego Rosjanina nie zostawią przy życiu, okażą się większymi barbarzyńcami niż hitlerowcy. Rosjanie będą uciekać w popłochu ku Czechom i Niemcom. W samych Niemczech wybuchnie bomba atomowa oraz pozostały arsenał. Dzieła zniszczenia dokonają samoloty, które w pasie od Morza Czarnego przez Austrię po północne Niemcy rozrzucą broń biologiczną, przez co zginie każda żywa istota zamieszkująca te tereny. Będzie można na teren skażony wejść dopiero po roku, lecz będzie on już niezamieszkały. Niemców pozostanie przy życiu niewielu. Ocaleje tylko Brandenburgia.

      Koniec Rosji

      Wojska rosyjskie będą wycofywać się z terenu Czech przez Węgry i Ukrainę. Pamiętając ukraińskie dążenia prozachodnie, Rosjanie zastosują na ich terenie taktykę spalonej ziemi. Obawiając się o swoje losy Ukraińcy wyślą do Warszawy prośbę o pomoc. Polacy nie będą się zastanawiać i ruszą z odsieczą sąsiadom. Wojskom Polskim mają pomagać armie innych krajów: Szwecji, Norwegii, Finlandii, Węgier i Rumunii. Front ma się rozciągnąć od Kłajpedy po Morze Śródziemne. Kraje te będą już po przewrocie, który obejmie i Polskę. Wojska rosyjskie będą uciekać w popłochu. Nad Horyniem, pod miastem Kostopol dojdzie do trzydniowej bitwy, po czym Rosjanie poddadzą się do niewoli. Gdy Rosja będzie ściśnięta z obu stron, w kraju tym wybuchnie rewolucja, która wytępi połowę rosyjskiej populacji. Jak podawał Ledovic Rocca, trupy przez pewien czas będą leżały na ulicach miast i nie będą grzebane.

      W tym czasie Chiny będą zajmować znaczną część Rosji. W obawie przed możliwością zajęcia przez Chińczyków całego świata, do wojny przystąpią Stany Zjednoczone, a następnie Kanada, Wielka Brytania i Australia i część sojuszniczych wojsk afrykańskich. W krótkim czasie zajmą Wietnam, Laos, Kambodżę, Tanzanię, Koreę Północną i wylądują na terenie Chin. Zaskoczeni Chińczycy w tym czasie będą dochodzić do Wołgi, a do Moskwy pozostanie już około tysiąca kilometrów. Nad Wołgą będą trwały zacięte walki przez cztery dni.

      W tym czasie niektóre zgrupowania polskie zajmą Moskwę, lecz wkrótce po tym będą z niej uciekać przed Chińczykami. Azjaci będą próbowali okrążyć Polaków, lecz nic im to nie da. Uciekający w nieładzie Chińczycy za pomocą rakiety wyślą w stronę Europy bombę atomową, która po namierzeniu przez naszych specjalistów z informatyki, zostanie skierowana w drogę powrotną. Tak więc Chińczycy zginą od własnej broni. Do klęski Chin przyczynią się też Japończycy, którzy zajmą kawałek terytorium tego państwa oraz Rosji. Ta z kolei już nigdy się nie odrodzi. Za Uralem ma powstanie kilka mniejszych państw, które nie będą miały większego znaczenia.

      Zasięg III wojny światowej na świecie

      Bestia z Atlantyku i Apopis z kosmosu

      W większości przepowiedni wspomniane jest zrzucenie bomby na Atlantyk. Alois Irlmaier mówi o zrzuceniu „czegoś” (bomby) przez samolot do wód Atlantyku. Spiętrzona woda zaleje zachodnie nabrzeża Portugalii, Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii. Wywoła to też wielkie trzęsienie ziemi. Wiele miast znajdzie się pod wodą, w tym Londyn. Woda z oceanu przejdzie przez Niemcy i dojdzie do wybrzeży Bałtyku w Polsce. Zmianie ulegnie linia brzegowa nie tylko na zachodzie. Pod wodą mają znaleźć się między innymi Gdańsk i Elbląg. Pojawią się też nowe lądy. Właśnie pojawienie się tej wodnej katastrofy zmusi Rosjan do ucieczki na wschód.

      Jednym z zagrożeń podczas trwania wojny ma być wybuch wulkanu. Spodziewany jest wybuch Wezuwiusza lub Etny. Przez trzy doby popiół wulkaniczny pokryje całą Europę. Nie będzie można wychodzić z domów, używać elektryczności, a żywność ma być przechowywana szczelnie. Według relacji Ojca Klimuszko prawdopodobnie wybuch wulkanu ma spowodować rozpad półwyspu Apenińskiego, którego część znajdzie się pod wodą, w tym Rzym ze swoimi zabytkami. To właśnie będzie jednym z powodów pozostania papieża w Polsce. Prawdopodobnie ten sam wybuch wulkanu spowoduje wielki opady gradu, błyskawice i trzęsienie ziemi oraz wszechogarniającą ciemność trwającą przez trzy doby. Pył wulkaniczny spowoduje śmierć kolejnych osób. Alois Irlmaier prosił, by przez te 72 godziny pozostać w domach i palić wyłącznie świece. Później wiatr powieje te ciemne chmury na wschód.

      Jak już astronomowie wyliczyli, w roku 2036 w pobliżu Ziemi ma przelatywać asteroida Apopis. Nostradamus nazywa ją drugim księżycem. Będzie zagrożenie zderzenia, lecz jak wspomina Nostradamus, owo ciało niebieskie minie naszą planetę dokonując przy tym zmian. Ma nastąpić przebiegunowanie. W Polsce ma być taka sama temperatura w ciągu roku, jaka panuje obecnie w pasie śródziemnomorskim. Swój udział w ociepleniu klimatu ma mieć zastosowana podczas wojny broń jądrowa. Podniesie się poziom mórz i oceanów. Edgar Cayce prorokował, że do tego przyczyni się między innymi wybuch wulkanu Etna. Według niego ziemia popęka w zachodniej Ameryce, a część Japonii znajdzie się pod wodą. Podobnie część wschodniego wybrzeża USA. Alois Irlmaier pisze, że styczeń będzie tak ciepły, że „komary będą tańczyć”.

      Świat po wojnie, Wielka Lechia

      III wojna światowa ma zakończyć się po 27 latach trwania i ma pochłonąć połowę ludzkości. Wszyscy wspominani prorocy zgodnie podają, że Polska i Francja, a także Japonia na wschodzie, mają dyktować  warunki pokoju i przyszłego podziału świata. Traktat pokojowy ma zostać podpisany w Warszawie. Po zmianach geograficznych wywołanych kataklizmami i działaniami wojennymi, z mapy znikną takie kraje jak Dania czy Holandia. Jedne lądy znikną, inne wyłonią się z oceanu. Wielka Brytania rozpadnie się. Rodzina królewska będzie uciekać przed atakiem Szkotów i Irlandczyków.

      Według Nostradamusa w Polsce na tronie ma zasiąść potomek Jagiellonów i Piastów zwany III Krakiem (po Tadeuszu Kościuszce i Józefie Piłsudskim), władcą Niezwyciężonym. Władysław Biernacki nazwał go Mesjaszem z Krakowa. Ma nim zostać zakonnik, który przemówi do narodu w odpowiedniej chwili, co wszystkich uspokoi. Sama Polska, już pod nazwą Lechistanu bądź Wielkiej Lechii, ma teraz sięgać od Bałtyku do Morza Czarnego, Uralu i Kaukazu. Biernacki podaje, że Czechy, Słowacja, Brandenburgia (pozostałość Niemiec), Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś i Ukraina, a później Węgry i Rumunia dobrowolnie przejdą pod panowanie polskiego króla. Według francuskiego jasnowidza, na Łabie ma przebiegać granica polsko – francuska.

      Z racji, że Polskę ominą działania wojenne, będzie ona najludniejszym i najbogatszym krajem świata. Jak mówił ojciec Klimuszko, Polsce będą kłaniać się inne narody, a języka polskiego uczyć będą w szkołach na całym świecie. Według Biernackiego od Polski ma iść pomoc w żywności do krajów powstałych po rozpadzie Stanów Zjednoczonych po wojnie domowej wywołanej głodem. Nie gdzie indziej, a w Częstochowie będzie nowa stolica apostolska. W godle państwa polskiego po lewej stronie ma znaleźć się godło litewskie, a po prawej ukraińskie.

      Wszyscy jasnowidze tutaj wspomniani zgodni są co do tego, że po zakończeniu III wojny światowej ma nastać długi czas nadziei i szczęśliwości. Ci, którzy tego doświadczą, będą bardzo szczęśliwi. Nie ma być już krajów kapitalistycznych, ani komunistycznych. Władysław Biernacki twierdził, że nastanie czas demokracji opartej na wartościach chrześcijańskich, oparte na prawdzie, godności człowieka, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Krótko mówiąc temat III wojny światowej idealnie nadaje się na historię z prawdziwym happy endem.

      Europa po III wojnie światowej

      Wszystkie mapy powstały w oparciu o wskazówki zawarte w przepowiedniach wyżej wymienionych. Obszary działań oraz granic państwowych i linii brzegowych są czysto hipotetyczne. Proszę nie traktować ich dosłownie.

      Marcin Klassa

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 listopada 2015 18:09
  • środa, 05 listopada 2014
    • Tramwajem po torze kolejowym do Owczarek

      W połowie lat 90 - tych, gdy chodziłem do liceum, codzienną podróż do szkoły i z powrotem odbywałem tramwajem. Do tej pory nie musiałem korzystać ze środka transportu, gdyż z powodu bliskiej odległości wystarczyły własne nogi. Wówczas moje zainteresowania w dziedzinie komunikacji miejskiej dzieliły się po równo na tramwaje i autobusy. Każdy system komunikacyjny akceptowałem takim, jaki był. Nie miałem żadnych wizji rozbudowy sieci tramwajowej. Po prostu, tak było dobrze.

      Przełom nastąpił, gdy zacząłem uczęszczać do szkoły średniej. Codzienna droga tramwajem zajmowała kilkanaście minut. Szczecin ma rozbudowany system torowisk tramwajowych, co głównie należy zawdzięczać Niemcom. Polacy nieco go rozbudowali. Gdy porównałem szczecińską sieć z grudziądzką, ta druga wyglądała dość skromnie. Aż za bardzo skromnie. Wielkomiejski duch się wtedy we mnie odezwał i pomyślałem sobie: "skoro w Szczecinie spod domu do tramwaju mam kilka minut pieszo, to w Grudziądzu, gdzie również pomieszkiwałem u rodziny, też tak być powinno. Malowniczo położona dzielnica Owczarki jednak jest oddalona od najbliższej sieci tramwajowej o jakieś siedem kilometrów. No i wtedy właśnie postanowiłem sobie stworzyć taką linię do Owczarek. Trasa ta miała wiele wariantów i ciężko mi było wybrać właściwy wariant.

      Traktowałem to jako marzenie nierealne. Nie sądziłem, że kiedykolwiek moje pomysły znajdą uznanie. A tym bardziej, że ktoś równolegle też o takich planach rozważał. Tym bardziej, że były to osoby zajmujące się tą tematyką zawodowo i mające jakiś wpływ na decyzje odnośnie realizacji podobnego pomysłu. W 2003 roku dowiedziałem się w grudziądzkim MZK, że wówczas władze kolei nie były zadowolone z wyników przewozów pasażerskich na odcinku Grudziądz - Kwidzyn. Więc pojawił się u kolejarzy pomysł, by przekazać trasę kolejową do Owczarek Miejskiemu Zakładowi Komunikacji. Ekipy torowe miejskiego przewoźnika miałyby przekuć tor 1435 mm na 1000 mm, dobudować mijanki, pętlę na końcu linii i perony przystankowe oraz zainstalować napowietrzną sieć elektryczną. Ile by to zajęło czasu i ile by kosztowało, w to już nie wnikałem.Tak czy inaczej tramwaje grudziądzkie wzbogaciłyby się o kolejny bardzo malowniczy odcinek trasy. Do jednotorowej linii przez wąskie uliczki Starego Miasta doszłaby również malownicza trasa przez pola, łąki i lasy.

      Wówczas przeanalizowałem trasę przedłużenia linii do Owczarek pod kątem jej przebiegu. Spodziewałem się, że myślano o przedłużeniu torowiska spod zajezdni przy ulicy Dworcowej i dalej po torze PKP. W takim wypadku przejazd spod dworca "Grudziądz" do pętli w Owczarkach trwałby 10 minut, o połowę krócej niż autobusem. Trasa byłaby całkowicie wydzielona, tu i ówdzie poprzecinana przejazdami drogowymi. Linia, która miałaby ten rejon obsługiwać, według moich pomysłów otrzymałaby numer 3 i łączyłaby Owczarki z Rządzem. Linie 1 i 2 pozostałyby bez zmian.

      Mijanka tramwajowa przy dworcu kolejowym, albo jak kto woli - przy stacji "Biedronka".

      Wagon 805Na 46 przejeżdża koło zajezdni tramwajowej przy ulicy Dworcowej i za moment skręci w prawo, by wjechać na odcinek "kolejowy", po czym pojedzie dalej, aż do pętli w Owczarkach.

      Zakupiony od Tramwajów Elbląskich skład historyczny 5N1+5ND1 011+152 wyjeżdża z toru kolejowego przy rampie, gdzie wyładowywano w latach 80 - tych wagony 805Na na tor tramwajowy.

      Mijanka tramwajowa na skrzyżowaniu z ulicą Lotniczą. 6ZGTw 78 udaje się do Owczarek, skład osiemset-piątek wraca do Grudziądza.

      

      Mijanka tramwajowa na wysokości skrzyżowania z ulicą Lotniczą patrząc w stronę Owczarek

      Testowany przez MZK Grudziądz Swing do przystanku "Droga Graniczna".

      Przystanek "Wielkie Tarpno - Cmentarz". 1 listopada jest tu bardziej ludno.

      GT8 przemierza stepy między Owczarkami i Wielkim Tarpnem. GPS pokazuje, że wzdłuż toru wiedzie ulica Jaśminowa.

      Z przystanku "Jaśminowa nż" tramwaj zabiera mieszkańców pobliskiego Stanisławowa (ulica Nasturcjowa i okolice) oraz z drugiej strony z ulic Frezjowej i jaśminowej i okolic. Jest tu sporo miejsca na zabudowę.

      Tramwajem przez las.

      Ex-Krefeld GT8 79 wyjechał z lasu i za moment przetnie drogę na wysokości ulicy Malwowej.

      To samo miejsce widoczne po drugiej stronie toru. Nawet o znaki drogowe zadbano.

      Skład 805Nb po wyruszeniu z Owczarek jedzie wzdłuż ulicy Malwowej.

      GT-ósemka za chwilę wjedzie na most na Trynce i na pętlę Owczarki.

      Pętla tramwajowa Owczarki - Dworzec. Widać budynek stacji, tory kolejowe zasłania tramwaj. Przesiadka z szynobusa Przewozów Regionalnych na tramwaj MZK za ten sam bilet...

      Tramwaje linii nr 3 mogłyby kursować co jakieś 15 minut w dzień powszedni, 20 minut w soboty i co 30 minut w niedziele i święta. To by wymagało wyekspediowanie odpowiednio ilość brygad: 7, 5 i 3.

      Marcin Klassa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Tramwajem po torze kolejowym do Owczarek”
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      środa, 05 listopada 2014 20:01
  • środa, 24 września 2014
    • Tramwaj "Czwórka" w Grudziądzu?

      (Rys. Waldemar Szczepański)

      Numeru "4" na tablicy liniowej grudziądzkiego tramwaju jeszcze nigdy nie było. Oprócz dotychczas kursujących linii 1, 2 i 3, czasem pojawia się "zerówka", która oznacza "przejazd zamknięty", niedostępny dla pasażerów z powodu na przykład awarii, czy zjazd do zajezdni. Była też "piątka", która pojawiła się na wagonie 6ZGTw 73 manewrującym na terenie zajezdni tramwajowej w filmie Joahima Kadatza "Strassenbahn in Ost Europa - Tail 2, Polen".

      Natomiast "czwórka" pojawiła się tylko wirtualnie. Pewien miłośnik komunikacji miejskiej, zarazem syn motorniczego, od jakiegoś czasu tworzy na swoim komputerze grę z grudziądzkimi tramwajami. Swoje filmiki umieszcza na kanale You Tube. Tam właśnie, oglądając jeden z jego filmów, można natrafić na rysunek składu 805Na-MM 89+90 z cyfrą "4" na wyświetlaczu. Autor wyjaśnił, że według jego zamierzeń ta "czwórka" miałaby jeździć między pętlami "Południowa" i "Tarpno", czyli na dawnej trasie "dwójki" przed przedłużeniem na osiedle Rządz.

      Film, o którym mowa, został opublikowany 10 listopada 2011 roku. Jednak jakieś cztery lata wcześniej forsowałem taki pomysł uruchomienia czterech linii tramwajowych w Grudziądzu. Linie 1, 2 i 3 miałyby kursować na dotychczasowych trasach, a "czwórka" właśnie między Południową a Tarpnem jako linia wspomagająca "dwójkę". Ułożyłem rozkłady jazdy, które w maju 2007 roku jako ciekawostkę pokazałem grudziądzkim miłośnikom komunikacji oraz panu Krzysztofowi Załęskiemu, swego czasu pracownikowi MZK, a wówczas kierownikowi referatu transportu miejskiego w Urzędzie Miasta.

      Jako przykład, że na istniejącej sieci tramwajowej, bez konieczności jej rozbudowy, można uruchomić naraz cztery linie, były dwie inne sieci podobnej wielkości - Częstochowa i Gorzów Wielkopolski. W tym pierwszym mieście wówczas istniały dwie linie - "dwójka" była krótszym wariantem "jedynki", co nie zmieniło się po wybudowaniu trasy na Błeszno. W Gorzowie zaś w latach 80 - tych było pięć linii na zasadzie takiej, że "czwórka" jest krótszą wersją "jedynki", a "piątka" kursuje w określonych godzinach zamiast "dwójki". W "Kobylej Górze" nad Wartą linia tramwajowa nr 1 kursowała tylko w dni powszednie, a nr 4 w dni wolne i święta; "dwójka" kursowała tylko w godzinach szczytu w dni robocze i cały dzień w dni wolne od pracy, natomiast "piątka" w godzinach pozaszczytowych. Na liniach 2 i 5 były tzw. "zadania łączone". Kilka lat temu linie 4 i 5 przywrócono, ale jako ułatwienie do dworca głównego. Kursowały co około 50 minut i po jakimś czasie je zawieszono, gdyż nie zdały egzaminu.

      Przypominam sobie, że przykład gorzowskich linii 2 i 5 miał posłużyć jako wzór dla linii 2 i 4 w Grudziądzu. Zaobserwowałem, że w godzinach pozaszczytowych, między 9 a 14 na odcinku od pętli Południowa do osiedla Rządz podróżuje mało pasażerów, wpadłem na pomysł skrócenia co drugiego kursu do Południowej. Założyłem, że "dwójka" w tych godzinach kursowałaby co 14 minut, podobnie "czwórka". W godzinach szczytu tramwaje linii 4 przedekorowywałyby się na "dwójkę" realizując "zadania łączone". Później postanowiłem wprowadzić inny plan - bez "zadań łączonych" - linia 4 by jeździła od godziny 6 do 18, ale jako rekompensata dla mieszkańców Rządza musiałaby się pojawić linia nr 3 łącząca ich osiedle z dworcem PKP.


      Będąc na urlopie w tym roku w Grudziądzu, zauważyłem, że zastępcza linia tramwajowa nr 3 ma niewielkie, ale jakieś powodzenie na odcinku od al. 23 Stycznia do dworca kolejowego. Tramwaje kursują co 10 minut, a przy "Stacji Biedronka" wsiada kilka osób. Zakładając, że zostaną uruchomione cztery linie, "jedynka" i "trójka" staną się alternatywą dla pasażerów, którzy mają do dyspozycji również autobusy linii 3, 4, 18 i 19, które również łączą dworzec z osiedlami Rządz i Tarpno.

      Taka ciekawostka zapewne ucieszyłaby tylko miłośników komunikacji miejskiej, którzy mieliby urozmaicony temat do pstrykania zdjęć. Dla "zwykłego" pasażera mogłaby być źródłem konsternacji albo narzekań. Jeśli po przybyciu na przystanek na przykład na ulicy Wybickiego, zobaczy na rozkładzie jazdy, że tramwaj do Rządza przyjedzie dopiero za 12 minut, a przed nim pojawi się "czwórka" do Południowej, może zacząć złorzeczyć na władze miasta za wprowadzenie tak absurdalnych zmian. Niejeden zapyta się "po co tak kombinować?". Jeden z grudziądzkich miłośników komunikacji napisał swego czasu, że na upartego można uruchomić 30 linii, ale po co? Nietrudno się z nim zgodzić. Jeśli już uruchamiać w Grudziądzu linie tramwajowe 3 i 4, to raczej po wybudowaniu jakiejś nowej trasy, na przykład do Solanek. Wówczas "trójka" by łączyła rejon szpitala miejskiego z Tarpnem, a "czwórka" z Rządzem, a kto wie czy nie z Mniszkiem po wydłużeniu trasy.

      Marcin Klassa


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      środa, 24 września 2014 19:02
  • poniedziałek, 10 lutego 2014
    • Tramwaj na Strzemięcin

      Osiedle Strzemięcin w Grudziądzu powstawało w latach 70 - tych i 80 - tych XX wieku. Blokowisko to wpisało się w krajobraz miasta, zwłaszcza widziany od strony Wisły. Powstało ono na wysoczyźnie nazywanej Kępą Strzemięcińką. Pierwszy miejski autobus dotarł na to osiedle w 1975 roku. Wówczas pętla linii nr 12, oznaczona jako "Strzemięcin I" znajdowała się na południowym odcinku ulicy Śniadeckich. Sześć lat później "dwunastkę", jak i kursującą już tędy "czwórkę" wydłużono do pętli "Strzemięcin II" położonej bardziej na północ. Na ulicy Korczaka miejskie autobusy zaczęły jeździć w 1993 roku. Było jasne, że Strzemięcin jest osiedlem generującym bardzo duży ruch pasażerski. Na osiedlu tym znajduje się szkoła, kościół, spółdzielnia mieszkaniowa i wiele innych punktów usługowych jak sklepy i targowiska.

      W 1996 roku na położone bardziej na południe osiedle Rządz wybudowano przedłużenie linii tramwajowej nr 2 od pętli "Południowa". Rządz również zaczęto budować w latach 80 - tych, ale dojazd do tego osiedla również położonego na wysoczyźnie przebiega bardziej łagodnie. Pojawiły się wówczas pomysły budowy alternatywnej trasy tramwajowej przez osiedle Strzemięcin omijającą trasę w ulicy Chełmińskiej. Temat ten zawsze budził kontrowersje, co wydaje się być zrozumiałe. Ale jednak podobne linie tramwajowe można znaleźć na trasie łączącej czeskie miasta Liberec i Jabłoniec nad Nysą, ale także w Gdańsku. Tam również tramwaje pokonują strome wzniesienia.

      Jest więc szansa, że taka linia może przebiegać przez grudziądzki "Strzemyk". Najbardziej opcjonalna trasa, zapewniająca największe potoki pasażerskie, może przebiegać ulicami Konstytucji 3 Maja, Korczaka i Kalinkową. Naturalnym wydaje się przedłużenie linii tramwajowej biegnącej równolegle do jezdni ulicy Konstytucji 3 Maja. W ten sposób linia może przekroczyć ulicę Kraszewskiego.

      Wzdłuż ulicy Korczaka nie ma za wiele miejsca na wybudowanie wydzielonego torowiska. Ale można wykorzystać stary sprawdzony patent, mianowicie ułożenie szyn tramwajowych w jezdnię metodą węgierską. Polega to na otuleniu szyn specjalną gumą i zalaniu betonem. Taka technologia pozwala na wyeliminowanie drgań i hałasu. Jeśli ktoś uparłby się kontynuowanie przebiegu linii prawym poboczem ulicy, w pasie wydzielonym, musiałby wziąć pod uwagę konieczność przesunięcia osi jezdni bardziej na zachód i zburzenie parterowego budynku Spółdzielni Mieszkaniowej i zabranie terenu na ogródkach działkowych.

      Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Zamenhofa, a właściwie znajdującego się za nim przystanku. Tutaj torowisko tramwajowe powinno przejść na lewą stronę ulicy. Nasypem i wiaduktem tramwaj powinien przekroczyć ulicę Śniadeckich i łagodnie zjechać do następnego przystanku usytuowanego na wysokości ulicy Wiejskiej. Przy okazji pasażerowie będą mogli podziwiać panoramę Grudziądza i Wisły. Dla samych tych widoków warto będzie tędy przejechać się tramwajem.

      Ulica Bydgoska jest zbyt wąska na wytyczenie torowiska. Można uprzeć się i pociągnąć torowisko środkiem jezdni (znów metodą węgierską). Można też poprowadzić torowisko inaczej. Gdy po lewej stronie tramwaj minie sklep "Piotr i Paweł", a po prawej budynek Kalinkowa 67, skręci w prawo. Tutaj, między blokami 65 i 67 jest sporo miejsca. Dalej linia by przebiegała wzdłuż posesji z numerami od 27 do 23A należącymi do ul. Bydgoskiej. Potem skosem przez ogródki działkowe i miedzy blokiem 98/100 i budynkiem starego kina "Helios" przy ulicy Chełmińskiej. Tutaj linia strzemięcińska łączyła by się z obecną siecią tramwajową.

      Linia tramwajowa przez Strzemięcin zdecydowanie ułatwiłaby transport publiczny w tym rejonie miasta. Mogłaby tędy kursować na przykład "trójka", tyle że nie do dworca kolejowego, a do Tarpna. Podobnie jak w Elblągu na liniach 1 i 4, czy 3 i 5, które są dla siebie alternatywami. Gdyby do tego czasu wybudowano linię od ulicy Chełmińskiej przez osiedle Lotnisko do szpitala przy ulicy Rydygiera, która prawdopodobnie otrzyma numer 3, przez Strzemięcin mogłaby kursować "czwórka". Możliwości jest wiele. Jednak pojazdy, które tędy będą jeździć, powinny być wyposażone w piasecznice, a więc "osiemset-piątki" odpadają. A więc będą tu mogły się pojawić wozy GT8.

      Tramwaje mogłyby tędy kursować na przykład co 10 minut w godzinach szczytu. Byłaby też atrakcją dla miłośników komunikacji miejskiej ze względu na walory krajobrazowe w rejonie ulicy Kalinkowej. Czy znajdzie uznanie wśród włodarzy miasta? Zobaczymy. Przykłady miast czeskich czy samego Gdańska pokazały, że można.

      Marcin Klassa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lutego 2014 19:51
  • czwartek, 18 lipca 2013
    • Tramwaj do Solanek

      Kilka miesięcy temu w Grudziądzu rozpoczęła się długo oczekiwana modernizacja sieci tramwajowej. W pierwszej kolejności wzięto się za przebudowanie odcinka jednotorowego na ul. Chełmińskiej między ulicami Kraszewskiego i Południową na trasę dwutorową. Po tym prace mają objąć dwukilometrowy odcinek trasy od Al. 23 Stycznia do Tarpna. Tam ma zostać przebudowana pętla, na ulicach Legionów i Wybickiego pojawi się dwutor, a na terenie Starego Miasta torowisko ma zostać wyciszone, by wyeliminować drgania szkodzące staromiejskim kamienicom. Po zakończeniu tych inwestycji ma być iście na europejskim poziomie. Oby to był początek inwestycji tramwajowych.

      Władze miasta w 2007 roku uchwaliły Zmianę Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania przestrzennego Miasta Grudziądza. Wówczas uznano, że sieć tramwajowa powinna rozwijać się w trzech kierunkach. Na północny wschód od pętli w Tarpnie tramwaj ma pojechać do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W kierunku południowym ma powstać wydłużenie linii od pętli Rządz do Mniszka. Oba te kierunki mają już zatwierdzone trasy, zaznaczone na planie załączonym do owego dokumentu. Obie te linie mają znaczenie lokalne, czyli mają zaspokajać potrzeby mieszkańców dzielnic Wielkie Tarpno, Rządz Przemysłowy i Mniszek.

      Natomiast w pierwszej kolejności powinna powstać linia mająca znaczenie ponadlokalne, czyli zaspokajająca potrzeby mieszkańców całego miasta. Mowa tu o linii tramwajowej na osiedle Lotnisko i dalej do Szpitala Miejskiego i zespołu Balneologii. Jest to niewątpliwie priorytet i władze miasta mają tego świadomość. W Zmianie Studium nie ma jednak sprecyzowanej trasy linii. Zakłada się dwie, a nawet trzy możliwości. Jedna koncepcja zakłada poprowadzenie linii ulicami Rapackiego, Łąkową i Lotniczą i obsługiwałaby tereny praktycznie nie przysparzające pasażerów. Druga możliwość uwzględniona w dokumencie zakłada poprowadzenie linii wzdłuż ulicy Solidarności. I ta właśnie wydaje się najbardziej prawdopodobna, ponieważ linia ta obsługiwałaby centrum handlowe Galeria Grudziądzka. Jest też trzecia i to prosta w poprowadzeniu linii propozycja puszczenia tramwaju wzdłuż całej ul. Hallera. Trzeba przebudować istniejący wiadukt i wytyczyć pas pod wydzielone torowisko kosztem Parku Miejskiego. Tu się chyba ekolodzy nie zgodzą. Więc pozostaje wariant drugi jako prawdopodobny.

      Po dokładnym przestudiowaniu planu oraz po wizji lokalnej stwierdziłem kilka wad w proponowanej przez autorów Zmiany Studium trasy do Szpitala.

      Po pierwsze - trasa ma zaczynać się rozgałęzieniem na ulicy Chełmińskiej i wiaduktem przejeżdżać nad torowiskiem kolejowym. I tu wszystko w porządku. Autorzy planu zakładają możliwość zbudowania równocześnie ulicy na tym odcinku wraz z torowiskiem. Nie jest ona potrzebna.

      Początkowy odcinek linii w rejonie Galerii Grudziądzkiej. Po prawej trasa wymijająca Wodociągi

      Po drugie - wyminięcie terenu Wodociągów. Na planie linia ma przejeżdżać pod wiaduktem Średnicówki by skręcić w ul. Hallera. Jeśli tak ma linia przebiegać, to podczas prac budowlanych należałoby wstrzymywać ruch i rozkopywać cały ten teren. Podczas gdy taniej można linię poprowadzić zachodnim i południowym skrajem terenu Wodociągów i ulica Kasprowicza dotrzeć do ul. Warszawskiej. Taka operacja nie będzie uciążliwa dla uczestników ruchu. jedynie będzie trzeba przeforsować ul. Solidarności.

      Proponowana przeze mnie trasa tramwajowa w rejonie osiedla Lotnisko

      Po trzecie - trasa przez osiedle Lotnisko. Oczywistym się wydaje, że lepszym pomysłem byłoby puszczenie ruchu tramwajowego wokół osiedla, by z linii skorzystało jak najwięcej mieszkańców osiedla. Tyle że to znów bardziej kosztowna operacja. Nie tylko pod względem długości linii ale też przekopywania całej tej trasy, by ułożyć nowe torowisko. W siedzibie MZK widziałem kiedyś wiszącą na ścianie mapę z zaznaczona trasą, która wiedzie wzdłuż ulicy Warszawskiej, po prawej stronie ulicy. Mniej kopania i mniejsze nakłady na budowę oraz brak uciążliwości na ruch drogowy podczas prowadzenia prac.

      Końcowy odcinek trasy w rejonie Szpitala Miejskiego i Balneologii

      Końcowy odcinek trasy proponowanej przeze mnie wersji linii

      Po czwarte - dojazd do szpitala. Na planie zaznaczono trasę ulicami Warszawską i Rydygiera. W całości jednak nie może to być trasa wydzielona. W miejscu, gdzie ulica Rydygiera skręca, nie ma miejsca na torowisko wydzielone. Tutaj tramwaj musiałby wjechać na jezdnię, by po paruset metrach ją opuścić. Jest jednak możliwość wykorzystania nieużytków w kwadracie wyznaczonym ulicami Warszawską i Rydygiera i terenami Szpitala i uzdrowiska. Otóż torowisko można poprowadzić przejeżdżając miedzy blokami przy ul. Rydygiera i dalej przez nieużytki aż pod samą Balneologię. To już kilkaset metrów! Znów nie trzeba blokować ruchu i zmieniać jego organizacji podczas kosztowniejszej budowy torowiska wzdłuż całej ulicy Rydygiera. Proponowany nie tylko przeze mnie odcinek trasy jest gdzieś o połowę krótszy  niż uwzględniony w Zmianie Studium. 

      Reasumując - tak na oko proponowana przeze mnie trasa do grudziądzkich Solanek wydaje się o połowę tańsza w budowie niż najkrótsza z opisanych jako potencjalnych tras uwzględnionych w dokumencie. Jeszcze nie sporządzałem szczegółowych analiz i kosztorysów. Na oko widać, że jest to bodaj najkorzystniejsza opcja. Budowa jednego kilometra dwutorowej linii tramwajowej kosztuje średnio 30 - 40 milionów złotych. Z wyliczeń mi wyszło, że proponowany przeze mnie wariant trasy będzie mierzył 4,3 km długości, podczas gdy trasa zaznaczona wokół osiedla Lotnisko i wzdłuż ul. Rydygiera do szpitala, w Zmianie Studium wynosić ma 5,6 km. Trasa wiodąca wzdłuż całej długości ul. Hallera z objazdem osiedla Lotnisko to niecałe 6 km, natomiast przez ul. Rapackiego i Łąkową niecałe 8. Więc widać jak na dłoni, który wariant jest najtańszy. Więc mój wariant kosztowałby około 150 milionów złotych.

       

      Marcin Klassa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 lipca 2013 20:36
  • niedziela, 14 lipca 2013
    • Skąd wziął się pomysł na linię tramwajową Grudziądz - Łasin

       

      Tramwaj typu 803N na pętli wokół łasińskiego Rynku. Taki widok byłby wielce pożądany wśród miłośników komunikacji miejskiej wyposażonych w aparaty fotograficzne. Od tego typu zdjęć roiłoby się na różnego rodzaju portalach poświęconych tramwajom.

      Niektórzy miłośnicy komunikacji miejskiej pamiętają moje plany rozbudowy sieci tramwajowej w Grudziądzu. Było co najmniej kilka różnych wariantów. Najłatwiej było projektować wzdłuż istniejących trasach autobusowych, gdzie częstotliwość była na tyle odpowiednia, by móc zagwarantować sens wytyczenia linii tramwajowej.

      Tramwaj 803N zbliża się do przejazdu kolejowego w Owczarkach

      W zasadzie pierwsza połowa lat 90 - tych XX wieku nie odznaczała się zbytnio takim rozmachem w tej dziedzinie, co druga połowa dekady. Gdy zacząłem dojeżdżać do szkoły średniej tramwajem w Szczecinie, poznałem też kolegów, którzy już mieli swoje pomysły rozbudowy sieci szczecińskiej, byłem zainspirowany do ponowienia pracy nad tworzeniem nowych linii w Grudziądzu.

      Tramwaj 803N na tle łasińskiego Ratusza

      Zaczęło się od pomysłu linii do Owczarek, gdzie pomieszkiwałem u dziadków. Trasa tej linii miała już kilka różnych przebiegów, za każdym razem było to przedłużenie linii nr 1 od obecnej pętli w Tarpnie. Również miejsce na pętlę w Owczarkach było za każdym razem inne. Było takie idealne miejsce na rogu ulic Paderewskiego i Grabowej. Tyle że najpierw trzeba przeforsować przejazd kolejowy. Tu można oś jezdni przesunąć w stronę Kanału Trynka. Był też pomysł wytyczenia torowiska wzdłuż linii autobusowej nr 3 z ul. Lotniczej. Pojawiły się po tym nowe linie tramwajowe, jak 4, 12 itp. Było to na zasadzie rozbudowy linii miejskich na wzór miast o podobnej wielkości jak Elbląg czy na przykład Frankfurt nad Odrą. Ale na tym się nie skończyło.

      Tramwaj 803N w okolicach przystanku "Kłódka - Wieś"

      O tramwajach podmiejskich w aglomeracji łódzkiej wiedziałem od lat 80 - tych widząc mijające się na pętli Północna w Łodzi wagony typu 803N na liniach 44 i 45. Zaciekawiło mnie wówczas poza wysoką numeracją linii również to, że tam tramwaje wyjeżdżają daleko poza obszar miejski, przemierzając pola, łąki i lasy, jak linie kolejowe.

      Tramwaj 803N w Nowych Mostach

      W latach 90 - tych sporo podróżowałem po obecnym powiecie grudziądzkim. Nieraz miałem wizje tramwajów przejeżdżających wzdłuż tamtejszych tras. Po zapoznaniu się z uwarunkowaniami geograficznymi, historycznymi i demograficznymi doszedłem do wniosku, że jedyna trasa tramwaju podmiejskiego z Grudziądza mogłaby przebiegać jedynie przez Rogóźno Zamek, które w średniowieczu według planów krzyżackich miało być miastem, do 3,5 tysięcznego Łasina. Miasto to jest większe od gminnej wsi Lutomiersk, do której co godzinę kursuje łódzki tramwaj 43.

      Tramwaj 803N mija zabudowania PGR Rogóźno Zamek. Betonowa droga w prawo prowadzi do zamku krzyżackiego.

      Początkowo miało to być przedłużenie obecnej linii tramwajowej w Tarpnie, później wpadłem na pomysł, by stworzyć osobną linię z osobną zajezdnią, tak, żeby linia ta nie miała żadnego styku z grudziądzką siecią tramwajową. Linia ta została oznaczona numerem 4, ponieważ grudziądzkie linie miejskie miały numery od 1 do 3. Zajezdnia "czwórki" miałaby znaleźć się w miejscu, które podpowiedział mi kiedyś dziadek, na wspomnianej działce na rogu ulic Paderewskiego i Grabowej w Owczarkach.

      Zajezdnia tramwajowa Owczarki

      Również operator musiałby być inny niż Miejski Zakład Komunikacji. Pomyślałem, że odpowiednia nazwa dla tego przewoźnika brzmiałaby tak: Międzygminna Komunikacja Tramwajowa, jak firma o podobnej nazwie w Łodzi, obsługująca wówczas linie 41, 45 i 46 oraz nocną 101. Dokładny adres zajezdni MKT brzmiałby: ul. Paderewskiego 269/271. Tabor stanowiłyby pojazdy typu 803N. Byłyby też wagony techniczne na bazie wozów rodziny N.

      Techniczny tramwaj 5N1 na żeberku w Rogóźnie Zamku będącym elementem trójkąta manewrowego.

      Przeprowadzając symulację historyczną założyłem, że linia ta powstała by na przełomie XIX i XX wieku, najwcześniej w 1899 roku jako kolejka dojazdowa (wzorem Łódzkich Wąskotorowych Elektrycznych Kolejek Dojazdowych, późniejszych tramwajów podmiejskich MPK Łódź). Punkt przesiadkowy z tramwaju miejskiego na podmiejski mógłby powstać w Tarpnie.

      Tramwaj 803N wjeżdża na pętlę przy skrzyżowaniu ulic Legionów i Poniatowskiego

      Od Tarpna tramwaj by jechał dwutorem środkiem jezdni ul. Paderewskiego do ronda Wyszyńskiego, czyli miejsca nazywanego przez miejscowych "krzyżówkami". Torowisko idealnie by się wpisało przejeżdżając przez sam środek wysepki, gdyż tylko tam znalazło się miejsce. Po prostu inaczej się nie dało.

      O tramwajach w Małym Tarpnie myślano już w 1959 roku. Dziś linia ta musiałaby wyglądać właśnie tak.

      Od ronda Wyszyńskiego linia biegłaby lewym poboczem dzisiejszej ul. Paderewskiego i drogą krajową nr 16 aż do samego Łasina. Przez kilkaset metrów odcinka ul. Grudziądzkiej przed skrzyżowaniem z ul. Warszawską w Łasinie torowisko biegłoby po prawej stronie, bo inaczej się nie da.

      Centrum miejscowości Rogóźno Zamek. Klimat łódzkich tramwajów podmiejskich przeniesiony na grudziądzką ziemię. I motornicza również rodowita łodzianka - Marysia.

      Wyjątek, kiedy linia nie biegnie wzdłuż drogi, to oddzielenie się od krajowej "szesnastki" w Rogóźnie Zamku w lewo istniejącą jeszcze na początku XX wieku drogą wiodącą do centrum miejscowości i dalej środkiem drogi przez osiedle dawnego PGR do skrzyżowania z DK 16. Również przejazd przez rzekę Osę odbywałby się nieco dalej od głównej szosy. A to z powodu zabudowy przed stacją paliw i drzewostanem po stronie Grudziądza. W centrum Łasina tor miałby biec ul. Kościuszki do pętli torowej wokół Rynku, wzorem pętli tramwajowej w podłódzkim Lutomiersku.

      "Daleko od szosy" czyli wyminięcie zabudowy Kłódki Szlacheckiej i przepięknego drzewostanu po stronie Grudziądza. Tramwaj 803N przejeżdżając przez most na Osie przekracza granicę administracyjną między miastem na prawach powiatu Grudziądz a gminą Rogóźno w powiecie grudziądzkim.

      Jak to powiedział kiedyś mi pewien motorniczy, jest to piękne marzenie. Dziś już nierealne, ale sto lat temu takie linie powstawały i nie budziły takich kontrowersji, jak dziś. Pociąg do Łasina kursował do 1979 roku. Tramwaj kursowałby do dnia dzisiejszego. Gdyby oczywiście taki został uruchomiony.

      Między Rogóźnem Zamek a Nowymi Mostami ukazało się fotografowi takie oto cudo.

      Tramwajem do ślubu :)


      Rozkład jazdy grudziądzko - łasińskiego tramwaju oparty na rozkładach jazdy PKS i prywatnych przewoźników na tej trasie na przestrzeni lat 1988 - 2013.


      Tak na koniec, żeby nie zanudzać wszystkich, mała ciekawostka. Kiedyś ktoś zapytał się mnie, jak moim zdaniem miałaby ta linia przebiegać przez Rogóźno Zamek. Dokładnie chodzi o pokonywanie wzniesień. Jest tam stroma góra. Ale i na to znalazł się sposób. Na załączonej poniżej mapce linia tramwajowa oddziela się od szosy na Łasin w miejscu, gdzie na XIX wiecznych mapach widoczna jest droga do osady przy zamku. Droga ta wiedzie wąwozem, więc nie jest stroma. Podobne zastosowania w budowie linii tramwajowych są obecne w wielu sieciach i żadnemu ówczesnemu inżynierowi nie były obce. Więc tramwaj jedzie sobie przez las.

      Marcin Klassa

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      marcinklassa
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 lipca 2013 20:44